Wiersz Moniki Banaś    *fletnią mi nuć*


 

 

pod ciemnobłękitnym nieboskłonem

kryształowa luna

otula uśpione obłoki

 

spływa sakralnym promieniem

tworząc alabastrowy pierścień

na seledynie jeziora

pełzającym światłem

przerwanym nieznacznie

pluskiem samotnej łodzi

 

a pocałunek wiatru potrąca

piszczałkami magicznej fletni

dobywając westchnienie

co mknie pod sklepieniem

i zawisa w powietrzu

nie wyśpiewana nutą

spocząwszy na darniowym posłaniu

 

Zefir potrząsnął trzciną

w którą bogowie

przemienili nieszczęsną Syrinks

zadrgały żałośnie nabrzmiałe tony

duszy tkliwej

skrytej w brzydkiej powłoce Pana

 

ronił on gorzkie perły

potoczyły się przekleństwem

zakochanego fauna

na wieki naznaczone

 

rzeczna nimfa piękna lecz okrutna

nie zdołała otworzyć podwoi serca

by przyjąć miłego gościa

mgła niepamięci nie chce

przyćmić zbolałych źrenic

 

więc pieścić będzie rozpacz

niczym kochankę

psalm nucąc fletnią

od zarania dziejów

po ich koniec

 

Monika Banaś

 


 


<<< powrót do strony głównej